Róg Obfitości

 Powykręcany w kurwę, ledwo podnoszę głowę,
 Ledwo otwieram oczy, więcej chyba nie mogę.
 Choćbym obiecał coś tobie i sobie,
 I tak przy pierwszej lepszej okazji znowu to zrobię.
 Świat dziś pode mną powoli traci barwy,
 Krzyczę, że czuję, że żyję mimo iż już prawie jestem martwy.
 Słychać śpiew, a w tle salwy,
 granica to cienka linia, kolejna z papilarnych.
 Wypalmy to wszystko, wypijmy resztę,
 I tak to miejsce nie da nam szans na więcej.
 Podaj mi rękę, a wskaże Ci drogę,
 przez dno dna ku niebu dzisiaj spotkasz się z Bogiem.
 Ogień spod powiek przepływa do ciała,
 Im dalej tym coraz cichszy jest hałas.
 Nie ma tu racji dla nas, sensu w planach,
Tam będzie lepiej tutaj ktoś nas okłamał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz